Skip to main content

Dzień 6. Noc była strasznie gorąca, nie mogliśmy zasnąć, mogło to też być spowodowane wysokim poziomem cukru we krwi, który dostał się do naszych organizmów wraz z hektolitrami coli, którą pochłonęliśmy na dachu.

Nie pamiętam też o której wróciliśmy do naszego pokoju. Tydzień bez zegarka, bez odmierzania czasu, to było coś wspaniałego! Czas jakby zwolnił…

Hotel National Fez

Hotel National Fez

Hotel National Fez

Upał był już nie do wytrzymania jak się obudziliśmy. W hotelu zresztą na próżno było szukać szyby w oknie, aby zamknąć się, tym samym zatrzymać trochę chłodu wewnątrz. Okno to po prostu kwadratowa dziura w ścianie plus krata. To wszystko.

Hotel National Fez

Na śniadanie udaliśmy się do naszej ulubionej knajpy na przeciwko hotelu.  Znów spotkaliśmy się z parą z Francji. Wymiana uśmiechów, kilku zdań i delektowaliśmy się porankiem, miętową herbatą z krosantem. Szybko zrewidowaliśmy plan na dzisiejszy dzień i udaliśmy się z powrotem do hotelu na pakowanie naszych plecaków. Na dole z właścicielem posługując się migowym (bo angielskiego pan ni w ząb) poinformowaliśmy, że idziemy jeszcze pozwiedzać miasto i po plecaki przyjdziemy pod wieczór.

Pierwszy cel:  żydowski cmentarz na wzgórzu.

Był piękny.

Cmentarz żydowski Fez

Wejście na wzgórze kosztowało nas trochę sił, postanowiliśmy iść dalej na sam szczyt. Opłacało się, całą starą medynę mieliśmy jak na dłoni. No i udało się trzasnąć fotę z dżizasem.

Fez

Mapa w dłoń – cel pałac królewski (a przynajmniej jedna z rezydencji w dzisiejszych czasach). Oczywiście pogubiliśmy drogę. Tak to jest kobiecie dać prowadzić 🙂 Szliśmy przez jakiś targ o wymiarach 4metry na pół kilometra. Co 10 kroków podchodził ktoś do nas oferując przeróżne używki. Powietrze od haszyszu było tak gęste, że można było nożem ciąć.

Fez

Fez

Na drogę kilka daktyli i ruszamy dalej do muzeum – Lonely Planet pisało, że warto. I było warto, były kocury.

Fez

Fez

Fez

Fez

Jest już prawie wieczór, została nam jeszcze jedna rzecz do zobaczenia, sławna farbiarnia, gdzie od setek lat nic w technice wyprawiania skór się nie zmieniło. Musimy to zobaczyć. Mapa z Lonely Planet nie nadaje się do niczego, nic się nie pokrywa. Idziemy na czuja. W końcu zaczynamy podpytywać ludzi (tutaj każdy jest przewodnikiem). Wynajmujemy jednego, który nas doprowadzi do farbiarni. Zaproponował stawkę 2 dirhamy (90 groszy 😀 ), nie targowaliśmy się tym razem 🙂  3 zakręty, parę ciasnych uliczek i jesteśmy na miejscu. Dodatkowo miły pan załatwił nam jeszcze wejście do pobliskiego domu, gdzie z tarasu mieliśmy widok na cały teren farbiarni.

Farbiarnia

Pora wracać, koniec 6 dnia.

Fez

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments