Lądujemy w Bolonii o 11 w drodze powrotnej z Maroka. Lot trwał 2,5h przy czym wylecieliśmy o 7.40 z Fezu. Tak, pora przestawić zegarek na czas europejski, więc dodajemy 2 godziny. Wydostajemy się z lotniska, kierunek centrum miasta. Jak to zrobić opisane jest we wpisie lotnisko Bolonia.
Centrum, a zarazem stare miasto na mapie wyróżnia się otaczającą go obwodnicą. Ten obszar właśnie nas interesuje. Po drodze mijamy park „Parco del Triumvirato”, gdzie postanawiamy trochę odpocząć. Szum drzew, nieopodal płynie rzeka, dobrzy znajomi :). Kierujemy się w stronę fontanny Neptuna po drodze gubiąc się w ciasnych uliczkach centrum.
Mijamy kościół, następnie kościół, później dla odmiany kościół. Głodniejemy, pora na włoską pizzę. Wiadomo, we Włoszech najlepsza, ale i najdroższa 🙂
Po napełnieniu brzuchów postanawiamy, że pora porzucić plan i po prostu poplątać się. Tak na pewno zobaczymy coś ciekawego.
I zobaczyliśmy.
Była krzywa wieża… Piza się kryje.
Była mała Wenecja. A przynajmniej śmierdziało jak w Wenecji.
Był sarkofag wystawiony przed kamienicą na publiczny widok.
Ciekawą rzeczą jest fakt, że centrum Bolonii możemy zwiedzać spokojnie podczas deszczu i wcale nie musimy mieć ze sobą parasola. Większość ulic ma podcienie, a my szliśmy ciągiem, który otaczał całą starówkę.
Po paru godzinach poczuliśmy nogi, zmęczeni chodzeniem, a także bagażem niewyspania po podróży do Maroka postanawiamy udać się na lotnisko. Tam wyśpimy się do rana i samolotem o 8 wrócimy do Krakowa.












